Dlaczego w styczniu nie tniemy wszystkiego w ogrodzie?

Dlaczego w styczniu nie tniemy wszystkiego w ogrodzie?
Styczeń kusi. Widać gałęzie jak na dłoni, ogród jest „przezroczysty”, a my mamy wreszcie czas, żeby zrobić porządki. Wiele osób wychodzi wtedy z sekatorem z przekonaniem, że skoro rośliny „śpią”, to cięcie im nie zaszkodzi. I tu jest haczyk. Część roślin rzeczywiście dobrze znosi zimowe cięcie, ale część w styczniu można łatwo osłabić albo pozbawić kwitnienia na cały sezon. W dodatku zimą dochodzą czynniki, których wiosną już nie ma (mróz, nagłe skoki temperatur i trudniejsze gojenie ran).
Po cięciu roślina musi zabezpieczyć ranę. W temperaturach około zera i poniżej procesy regeneracji są spowolnione. To nie znaczy, że każde zimowe cięcie jest błędem, ale oznacza, że im bardziej mrozowo i wietrznie, tym większe ryzyko przesuszenia tkanek przy ranie i uszkodzeń mrozowych. Szczególnie wrażliwe bywają młode drzewka i krzewy świeżo posadzone, które jeszcze nie mają mocnego systemu korzeniowego.
Styczeń to często okres, gdy nocą jest mocny minus, a w dzień słońce potrafi mocno nagrzać korę. Takie wahania temperatury sprzyjają pęknięciom kory i uszkodzeniom drewna, zwłaszcza po silnym cięciu. Jeśli dodatkowo roślina jest osłabiona (susza z poprzedniego sezonu, choroby, słabe stanowisko), to ryzyko wzrasta.
To najczęstszy błąd. Wiele krzewów ozdobnych tworzy pąki kwiatowe latem albo jesienią, a zimą „trzyma je” już gotowe. Jeśli w styczniu przytniesz takie pędy, po prostu wycinasz przyszłe kwitnienie.
Do roślin, których zwykle nie tnie się zimą „na skróty”, należą m.in.:
- forsycje,
- lilaki (bzy),
- jaśminowce,
- tawuły wiosenne,
- hortensje ogrodowe (te z dużymi kulistymi kwiatostanami).
Takie krzewy tnie się najczęściej dopiero po kwitnieniu, bo wtedy wiesz, które pędy już „zrobiły swoje” i możesz je odmłodzić bez kasowania efektu dekoracyjnego.
W styczniu można przygotowywać się do cięć drzew owocowych, ale w praktyce często bezpieczniej jest poczekać na spokojniejszą pogodę. Zasada jest prosta, lepiej ciąć w dzień suchy, bez silnego wiatru i bez mrozu. Jeżeli prognoza pokazuje, że w nocy spadnie mocno poniżej zera, a w dzień będzie „na styk”, to lepiej odpuścić.
W ogrodach przydomowych zimą najczęściej wykonuje się:
- cięcie sanitarne (usuwanie pędów chorych, złamanych, zaschniętych),
- usuwanie „wilków” i pędów wyraźnie niepotrzebnych,
- porządkowanie koron drzew, ale raczej bez radykalnego skracania.
Najbezpieczniejsze zimą są prace, które nie wymagają dużej ingerencji. Jeśli widzisz gałąź złamaną, pęd z objawami choroby, suche drewno, fragmenty ocierające się o siebie, to takie cięcie ma sens. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś robi w styczniu mocne cięcie formujące „bo tak będzie ładniej”. Silne skracanie wielu roślin lepiej zostawić na terminy, kiedy roślina szybciej reaguje i lepiej znosi zabieg.
W styczniu nie widać liści ani wielu objawów fizjologicznych. Czasem dopiero wiosną okazuje się, które pędy są naprawdę żywe i w jakiej kondycji jest roślina po zimie. Dlatego niektóre krzewy (zwłaszcza młode, wrażliwe albo po ciężkim sezonie) lepiej przycinać po ruszeniu wegetacji, kiedy widać, co rzeczywiście przetrwało.
Część drzew i krzewów intensywnie „płacze” po cięciu wykonywanym bardzo późną zimą lub wczesną wiosną. To temat, który budzi dużo emocji, ale w praktyce w ogrodzie przydomowym najważniejsze jest jedno, jeśli nie masz pewności, kiedy ciąć konkretny gatunek, to lepiej sprawdzić zalecany termin niż działać na pamięć. Wiele problemów bierze się nie z samego cięcia, tylko z cięcia w złym momencie.
W styczniu nie tniemy wszystkiego, bo zimą rośliny wolniej się regenerują, są narażone na uszkodzenia mrozowe, a w przypadku wielu krzewów ozdobnych możemy wyciąć pąki kwiatowe i stracić kwitnienie. Najrozsądniej jest potraktować styczeń jako czas selekcyjnych cięć sanitarnych i planowania, a mocniejsze cięcia zostawić na terminy właściwe dla danego gatunku.
Monika Myślicka
Specjalista ds. rozwoju obszarów wiejskich
















